cz. 22
April 9
Odkąd
Daniel u mnie spał jakoś dziwnie mi się zasypia. Nie to, że mam problemy natury
… no osobistej... tylko, że brakuje mi go.
Tak
dawno nikt się do mnie w nocy nie przytulał (znaczy nikt prócz Teofila), że
prawie zapomniałem jakie to przyjemne uczucie.
No
ale nic, trzeba wstać i iść do roboty. Dziś poniedziałek – pomyślałem,
niechętnie pakując świeże dresy.
Zerknąłem
na telefon ale dzięki Bogu widniała tam tylko wiadomość z soboty, że Daniel
wraz z panią Hooch bezpiecznie wrócił do domu.
Zabrałem
torbę i klucze, po czym ruszyłem w stronę drzwi. Wyszedłem na klatkę i omal nie
oberwałem kanapą.
- Co tu się wyprawia!? - pisnąłem, cofając się
do mieszkania.
- Wybacz sąsiad, remont będę robił –
usłyszałem głos zza kanapy.
Najpierw
szkoła teraz blok, coś za dużo tych remontów – pomyślałem, czekając wielki
obity wiśniowa dermą mebel zjechał na klatkę.
- A to długo będzie trwało? - spytałem, powoli
schodząc po schodach.
- Się zobaczy – wzruszył ramionami chłopak.
- Averell! Jesteś już na dole!?
- Tak kochanie!
- A jest z tobą kanapa!?
- Jest!
- Chyba wpadły mi do środka moje materiały do
artykułu... Wnieś ją z powrotem!
***
Przyszedłem do pracy gotowy na burzę i właściwie dobrze, bo
dyrektor od razu wezwał mnie oraz resztę pilnujących na dywanik.
- Słucham, jak do tego doszło? - warknął
Oliver, gdy tylko Kate zamknęła za nami drzwi.
- No jak!? - ryknął, ciskając w naszym
kierunku plikiem tych głupich ulotek.
Ukradkiem jedną z nich nakryłem butem aby się jej potem lepiej przyjrzeć.
Najlepiej na osobności~
Jednak żadne z nas ani myślało cokolwiek powiedzieć.
- Jak mogliście dopuścić do takiego
incydentu!? Czy wy zdajecie sobie sprawę jak poważne konsekwencje mogą z tego
wyniknąć!
Pokiwaliśmy tylko głowami.
- Nic podobnego!
Zupełnie nie wiecie! Więc informuje was, że jeśli pan Stern wycofa się z tego
powodu ze sponsorowania następnych zawodów piłki nożnej przysięgam, iż obetnę
wam pensje i wlepię po dwadzieścia godzin świetlicy! Macie znaleźć tego
pieprzonego dowcipnisia, czy to jasne!?
- Tak jest panie
dyrektorze! - odparliśmy chórem.
- Możecie iść –
dyrektor wytarł chusteczką czoło – Delashit, zostań na chwilę – mruknął,
patrząc za okno.
A mnie przeszły dreszcze.
- Tak panie
dyrektorze? - spytałem, stając przy drzwiach.
Gdy te się zamknęły Oliver przybrał naprawdę poważną minę
co nie zwiastowało niczego dobrego.
- Pedro, masz bardzo
dobre stosunki z synem pana Sterna.
- Czy ja wiem czy
dobre – spuściłem wzrok, czując jak pieką mnie policzki.
- Jak mówię, że
dobre to znaczy, że dobre – MacMillan siorbnął wystygłej kawy – mam dla ciebie
w związku z tym zadanie bojowe.
- Słucham...
Mam złe przeczucia – pomyślałem, dalej uważnie śledząc fantazyjne wzroki na
dywanie.
- Masz przekonać
tego dzieciaka by nie mówił o incydencie ojcu, a dwa dopilnować aby nie chciał
zmienić szkoły wszelkimi możliwymi sposobami. Po za tym wypytaj o wrogów, może
z kimś się nie lubił albo pokłócił ostatnio. No i go pilnuj, nie możemy stracić
tak... Cennego ucznia, jasne?
- T-tak, ależ oczywiście.
- W takim razie
odmaszerować.
***
Kiedy
tylko wyszedłem od Olivera od razu ruszyłem na poszukiwanie Daniela. Niestety
nie było go wśród rówieśników więc zostałem zmuszony do spenetrowania stołówki
oraz szkolnych toalet.
Jednak
w żadnym z tych miejsc go nie znalazłem.
Czyżby nie poszedł do szkoły? - pomyślałem zmartwiony ale w tym momencie
dostrzegłem znajome brązowe włosy.
Nastolatek
nieco się kulił idąc korytarzem gdy dzieciaki rzucały pogardliwe spojrzenia w
jego stronę.
- Danielu – podszedłem do niego niby to
przypadkiem – jak tam u pani Hooch?
- D-dobrze – burknął wbijając wzrok w podłogę.
- Nie martw się kadra pedagogiczna już działa
niebawem ukarzemy tego dowcipnisia – położyłem mu dłoń na ramieniu.
Matko,
jak ja się cieszę, że na mnie nie patrzył bo z pewnością byłem rumiany.
- Wiem... - jęknął.
- Nie bój się – zatrzymałem go i zmusiłem aby
na mnie spojrzał - jeśli ktokolwiek będzie ci dokuczał informuj, kantorek jest
zawsze otwarty.
- Dobrze – mruknął i po raz pierwszy tego dnia
się lekko uśmiechnął.
W
tym momencie zadzwonił dzwonek i do sali zaprosiła ich Lis wymieniając ze mną
zatroskane spojrzenia.
No
dobra, teraz godzina wygibasów z dziewczynami, a potem mogę się zająć sprawdzaniem
skąd pochodzą zdjęcia na ulotkach bo coś mi się widzi, że robiono je w szkole –
pomyślałem, lustrując lekko zgnieciony świstek papieru.
- Myślisz, że jak nie znajdziemy dowcipnisia
to Dyro nas zwolni? - poczułam jak ktoś łapie mnie za kaptur.
- Co? Skąd niby taki wniosek? - spytałem
Luciusa.
- Podobno Kate podsłuchiwała Olivera, że miał
jakiś ważny telefon i że polecą głowy i w ogóle...
- Coś mi się tego nie widzi. Przy zwolnieniu
trzeba wypełnić masę papierów nie wydaje mi się by...
- A jeśli to prawda? - przerwał mi szybko
Santo.
- Głupie gadanie, pokonfiskuj ulotki
uczniom i zanieś chodź jedna kopię do Yanga, może on coś nam powie. Wiesz jako
plastyk – widząc jednak dalej strach w oczach Luc'ka dodałem – I nie myśl na
razie o zwolnieniach, jasne?
Muzyk
szybko przytaknął i zniknął powiewając skórzanymi połami ćwiekowanej kurtki.
Niby
metal, a miękki jak aluminium...
Wszedłem
do sali gimnastycznej, zlustrowałem stojące przede mną w szeregu nastolatki i
zarządziłem rozgrzewkę.
Ah
te klasy artystyczne, zawsze w krótkich spodenkach. Kurcze, prawie całe tyłki
im widać, a one takie zadowolone – pokręciłem głową, widząc przebiegającą obok
mnie brunetkę o dosyć ładnych krągłościach.
Po
chwili rozgrzewki kazałem im poćwiczyć zwisy na drabinkach, a sam ruszyłem po
dziennik.
Kiedy wróciłem zastałem dość intrygujący widok. Owa krągła brunetka zwisała
powieszona za swoje spodenki na
drabinkach, a zgromadzone wokół niej koleżanki robiły jej fotki i wrzucały na
insta.
Panie,
co z tymi dziećmi jest nie tak. Jeszcze trochę i ktoś dostanie wylewu, a te
kretynki będą sobie z nim sweet focie robiły – pomyślałem, podbiegając do
nieszczęśniczki.
***
Po
zdjęciu biedaczki razem z panem Nowakiem postanowiliśmy na wszelki wypadek
podobijać niebezpiecznie wystające gwoździe aby podobna stacja już nie miała
prawa się powtórzyć.
Jeżdżąc z konserwatorem po sali drabiną zauważyłem w jednym z miejsc fragment
cienkiej żyłki oraz zastygłą na niej bordową substancję. Cokolwiek to było
postanowiłem owy kawałem zabrać.
- To chyba tyle – stwierdził mężczyzna,
rozglądając się po sali.
- Ta, mam nadzieję – mruknąłem, otwierając
szerzej drzwi tak aby drabina mogła zostać spokojnie wyniesiona.
Dobrze
mieć wolną godzinę, ciekawe czy Luci'emu udało się coś ciekawego dowiedzieć? -
pomyślałem przyglądając się uważnie ulotce.
Zdjęcie
było robione w półmroku, raczej wieczorem i niestety nie zawierało zbyt wielu
szczegółów.
Natomiast znajdujący się na nim daniel na prawdę wyglądał wyjątkowo kusząco –
przygryzłem wargę.
Gdzie ja bym postawił kamerę aby uchwycić cię w tak wspaniałej pozycji –
pomyślałem lekko się oblizując.
- Co tam Pedro? - z zamyślenia wyrwał mnie
głos Kate.
- Myślę nad tymi ulotkami – wyznałem –
kojarzysz w którym kiblu są takie kafelki? - wskazałem na ledwie widoczną ceramikę.
- Nie... - mruknęła po chwili namysłu, po czym
dodała - zresztą w przebieralniach dziewczyn również takich nie ma.
- W przebieralniach... - powtórzyłem
intensywnie nad czymś myśląc – Eureka!
- Co?
- Zdjęcie nie pochodzi z łazienek tylko męskiej
przebieralni!
- Skąd ta pewność?
- Gdyby to były łazienki widać by było jakieś
fragmenty umywalek czy pryszniców.
- A tu widać tylko ławkę. Pedro, jesteś
genialny!
- Wiem – rzuciłem nieskromnie – teraz tylko
pytanie z której szatni to pochodzi?
- Szatni jest pięć... coś czuję, że łatwo nie
będzie
- Ale trzy z nich były remontowane z powodu
zalania.
- No tak wymieniano podłogę na kamienną –
spojrzała na zdjęcie – a to wygląda raczej jak...
- Klepka – dokończyłem za nią - czyli to jedna
z tych przy kantorku.
- Zaraz sprawdzę które klasy miały do nich
dostęp – ruda rzuciła się do planu zajęć – em... Pedro sześć klas...
- Ale zdjęcie jest ewidentnie robione
wieczorem, patrz na cień. Które klasy mają popołudniowe zajęcia?
- No... trzy.
- Dobrze, idę poszukać czy nasz fotograf nie
zostawił jakichś śladów – z tymi słowy szybko opuściłem pokoik i wszedłem w
pierwsze drzwi zaraz przy naszych.
I
to był błąd bo salka była zajęta przez przebierających się młodzieńców o
ładnych opalonych brzuszkach i...
Szybko
się zreflektowałem i wycofałem.
- Pedro, przyjdź po przerwie – zachichotała
Kate – a nie ich płoszysz – dodała widząc malujące się na mojej twarzy
zawstydzenie.
***
Czekając
na dzwonek postanowiłem odszukać Daniela i wybadać czy sprawę z ulotkami zdążył
już zgłosić ojcu czy też chwilowo się od tych działań powstrzymał.
Jednak
ponownie gdzieś go wcięło za to napatoczyłem się na Pointer.
- Razem z Terry'm sprawdziliśmy skład
chemiczny farby – mruknęła – takiej samej używamy w szkole.
- Więc prawdopodobnie ulotki...
- Tak, mogły być gdzieś tu drukowane –
dokończyła za mnie biologica – mama nadzieje, że to ci coś pomoże – westchnęła
– a teraz wybacz, mam dyżur.
Kiwnąłem
głową i ruszyłem w swoja stronę.
Po
kilku minutach bezowocnych poszukiwań przyuważyłem szatyna jak gawędził z
Ralph'em na schodach do siedziby chemika.
- No i co z tym zrobisz? - spytał Trembl.
- Nie wiem, po prostu czuję się taki bezsilny
– jęknął nastolatek – pół klasy ze mnie żartuje...
- A ojciec wie?
- No co ty!? Gdyby się dowiedział to
podejrzewam, ze już by tej budy nie było.
- W sumie trochę szkoda – szturchnął go
przyjacielsko brunet.
- Ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że
zostawiła mnie Jessica.
- Oj tam, nie ta to inna jest dużo ładnych
dziewczyn...
Dziewczyn
– zgrzytnąłem zębami
- Chłopaków też – puścił mu oczko – na
przykład taki ja – poprawił fryzurę.
Czy
ten mały szczyl go podrywa? -,-
- Ej, nie jestem homo – udał oburzenie Stern,
jednak już widziałem, że mu się nieco humor poprawił.
- To co panie nie homo idziemy do sklepiku?
Mam ochotę na loda – stwierdził Trembl nagle wstając – i podejrzewam, że ty
również.
Po
tych słowach obaj wybuchnęli śmiechem i ruszyli do kantyny.
***
Trwała
właśnie trzecia lekcja gdy obszukiwałem jedną z szatni usiłując dowiedzieć się
gdzie mogła być ukryta kamera lub aparat.
Niestety
jak na razie niczego nie znalazłem.
Choć
w sumie... gdybym to ja miął zrobić komuś seksowną fotkę (chodź nigdy tego nie
próbowałem) to schował bym kamerkę gdzieś w pobliżu okna aby było w miarę dobre
światło, ale tylko gdybym miał pewność, że moja ofiara będzie się tam
przebierała.
W
innym bowiem wypadu dużo sensowniej było by dopilnować aby paliło się światło –
podszedłem do przełącznika i spróbowałem zgasić lampy, wyczułem jednak opór.
- Mam cię – uśmiechnąłem się złowieszczo –
wiedziałeś, że Daniel nie przebiera się przy oknie dlatego włącznik został
zablokowany. Jestem więc w dobrej szatni.
Rozejrzałem
się po brudnych od różnych napisów, plakatów i naklejek ścianach. Większość z
nich była częściowo zdarta lub zmyta jednak i tak tworzyło to całkiem
intrygującą mozaikę.
W takich bazgrołach nie trudno by było coś ukryć gdyby kamera była płaska ale
to raczej nie możliwe – pomyślałem, przejeżdżając dłonią po ścianie.
- Masz coś? -
zamyślenia znów wyrwała mnie Karter.
- I tak i nie... - westchnąłem.
- W takim razie słuch... - nauczycielka oparła
się o ścianę, a jej dłoń nagle zapadła się w miejscu gdzie był przyklejony
plakat reklamujący zeszłoroczne mistrzostwa w Rugby.
- Kate chyba właśnie znalazłaś miejsce, z
którego robiono fotki – powiedziałem radośnie.
***
- Jak to nie mogłeś go znaleźć? - zapytałem po
raz trzeci Luciusa – przecież Yang nie jest żadnym pieprzonym Ninja!
- Ale naprawdę prawie go miałem i zawsze
gdzieś mi znikał – zapiszczał przestraszony metal – nie bij – zasłonił
uzbrojonymi w pieszczoszki rękami twarz, a ja westchnąłem z irytacją.
Ja
rozumiem, że jest najmłodszy w kadrze ale niech nie zachowuje się jak dziecko –
pomyślałem, łapiąc go za kołnierz i ciągnąc do pokoju nauczycielskiego.
Przy
stole jak zwykle Pointer piła kawę, Lis sortowała testy, a obaj Azjaci się
kłócili się o wyższość swoich kultur.
- No idź – szturchnąłem młodzika.
- A jak się pomylę?
- To już nie moja sprawa – wzruszyłem
ramionami – a le jak ty się nie ruszysz do nich to ja się ruszę do ciebie~
Chyba
mój drapieżny wzrok wystarczył aby brunet z widoczną obawą ruszył w ich
kierunku.
- Przepraszam panie Yang – zwrócił się do
jednego ze skośnookich - czy m-mogę poprosić o konsultację? - spytał,
wstrzymując oddech zupełnie jakby rozbrajał atomową bombę.
Nauczyciel
spojrzał na niego pełnym wyniosłości wzrokiem, po czym rzekł:
- Ależ oczywiście, w jakiej sprawie?
A
ja widziałem jak młody ledwie się trzyma by nie zemdleć z radości.
- Chodzi o pewne ulotki – podszedłem do niego
i pokazałem jedna z nich, pozwalając aby Lucius schował się na wszelki wypadek
za moimi plecami.
- Hmmm... - zamyślił się Chińczyk, oglądając
papier ze wszystkich stron – gilotyna była zardzewiała – mruknął, przejeżdżając
palcem po krawędzi – Do tego tani tusz...
- Używamy takiego w szkole.
- To nie byle jaki tani tusz, spójrzcie tutaj
– wskazał na pewna dziwną plamkę – w kopiarce kończył się czarny barwnik
dlatego wydruk jest bardziej niebieski, do tego zauważcie, że w tym miejscu
jest ślad jak by kartka została mocno przycięta. Tylko stare ksera potrafia
zostawić takie ślady.
- Stare ksera? - zdziwił się muzyk.
- Tak, na prawdę stare – pokiwał poważnie
głowa okularnik.
- Najstarsze ksera są w bibliotece – znów wtrącił
się młody.
- W takim razie ruszajmy. Szukamy ksera,
któremu niedomaga czarny tusz.
- Zgadza się – artysta oddał mi ulotkę.
Niebawem
szliśmy oboje korytarzem na dół w stronę biblioteki. Kiedy otworzyliśmy drzwi
pani Witch akurat kończyła wymieniać tusz w jednym z kser.
- O witajcie chłopcy, w czym mogę pomóc? -
spytała uprzejmie, wycierając brudne dłonie w chusteczkę.
- Któremu kseru skończył się czarny tusz?
- Żadnemu - odparła z pewnością staruszka – a
czego potrzebujecie?
- Nie no, któremuś musiał – Lucius podbiegł do
najbliższej maszyny i począł jej gmerać we wnętrznościach.
- Zostaw bo... - bibliotekarka nie dokończyła,
ciężka, metalowa klapa opadła ze zgrzytem na palce Santo, który zawył żałośnie.
- Ratunku! - pisnął, usiłując ze wszystkich
sił wyciągnąć ręce.
Udało
mu się to, jednak nie bez pewnych strat. Miał ponacinane opuszki palców, z
których ciekła drobnymi kropelkami krew.
Nagle
wszystko zeszło się do kupy. Ten kto drukował zauważył, że kończy się tusz i go
wymienił, jednak oberwał klapą, stąd ślady krwi na żyłce.
- Proszę pani czy istnieje możliwość aby ktoś
dobrał się do ksero i sam wymienił w nim tusz?
- Teoretycznie tak, nie prowadzę rejestru
drukujących.
- Luci otwieraj klapy szukamy śladów krwi –
zakomenderowałem.
- Czy coś się stało? - spytała z troską pani
Witch.
- Nic, ważnego – mruknąłem zaglądając pod
pierwszą z brzegu klapę
Po
nie więcej jak pięciu minutach wiedzieliśmy skąd pochodziły ulotki jednak nadal
nie mieliśmy pojęcia kto mógł zrobić ten dowcip, a raczej ja miałem pewne
podrzenia ale bez dowodów były one guzik warte, toteż postanowiłem poczekać do
przerwy i sprawdzić pewną blondwłosą osóbkę, a właściwie jej biedne paluszki.
***
Udałem
się pod salę chemika gdzie według planu lekcji powinna mieć zajęcia siódma C.
Zostało mi nie więcej jak kilka minut do przerwy, toteż postanowiłem usiąść
sobie na ławeczce i poczekać.
Gdy
zadzwonił dzwonek drzwi od sali prawie rozwaliły futrynę a z klasy wysypali się
uczniowie.
Oczywiście pośród nich był ten, o którego chodziło.
- Proudson, mogę cie prosić na moment? -
spytałem chłodnym tonem.
- Co pan potrzebuje? - przewrócił oczami
chłopak, szukając kogoś wzrokiem na korytarzu.
- Pokaż ręce.
- Słucham?
- Pokazuj łapy – warknąłem ostrzej,
łapiąc go za dłonie i wywijając je w swoją stronę.
W
oczach nastolatka błysnął strach, kiedy dostrzegłem na jego palcach
charakterystyczne nacięcia.
- Idziemy do dyrektor... - niedokończeniem, bo
dzieciak mi się wyrwał i zaczął uciekać – Wracaj tu! - ruszyłem w pogoń.
Dzieciak
jednak ani myślał mnie słuchać, zleciał po schodach i galopem przemierzył
korytarz.
Pewnie
bym go dogonił sam i to w ogóle jeszcze na schodach ale akurat przeszkodziła mi
kolumna czwartoklasistów, skutkiem czego szczyl zdołał przedrzeć się na główny
hol.
Na szczęście mogłem liczyć na wsparcie, bowiem na horyzoncie pojawił się Terry
z butelką wody w dłoni.
Zdjąłem
więc but i z całej siły miotnąłem nim przez korytarz.
Trafiłem, butelka wypadła rozlewając ciecz na podłogę w dostatecznej ilości aby
chłopak się poślizgnął i wylądował u stup Olivera.
Trafiony
zatopiony – pomyślałem, widząc furię malująca się na twarzy McMillan'a.

Komentarze
Prześlij komentarz