Cz. 30

 

April 22

 

Tom jak się można było spodziewać gdy tylko się z nim skontaktowałem zwyzywał mnie i Janet, po czym rzucił słuchawką, zapłacił rachunki za siostrzyczkę, dodzwonił się do niej i ponownie ją zwyzywał.
Cóż cały Tom…

Dopiero po godzinie oddzwonił spokojniejszy, wysłuchał jej wersji wydarzeń, znów zwyzywał

(bo czemu nie)

i nakazał wrócić albo przyjedzie po nią osobiście i zleje ją pasem.

Te groźby zadziałały na mnie jak płachta na byka i spowodowały kolejną wymianę bluzgów.

 - Myślisz, że serio spróbuje przyjechać? - spytała lekko zdenerwowana Janet.

W pierwszej chwili chciałem powiedzieć, że nie ale po namyśle stwierdziłem, że lepiej by nie zastał jej samej. Niby nie znał mojego adresu ale jako prokurator miał dostęp do wielu policyjnych źródeł informacji.

 - Zawiozę cię do Cher i trochę popracujesz, po zajęciach wrócę i cię odbiorę.

 - Ej, nie jestem pięciolatką, mogę zostać w domu. Umiem nie otwierać drzwi! – oburzyła się małolata.

 - A umiesz nie generować rachunków? – spytałem wyjmując jajka z lodówki.

 - Em…

 - No to zawiozę cię do Cher – zdecydowałem, zapalając jeden z palników.

 

***

 

Moja przyszywana siostra przyjęła brunetkę z radością i postawiła ją na stanowisku zamiatacza. Ustaliliśmy wysokość wynagrodzenia na półtora dolara za godzinę, po czym mogłem ruszyć do roboty.

W czasie drogi myślałem jeszcze jak dogadać się ostatecznie z Tomem w sprawie ojca. Nie mogłem przecież zostawić sytuacji tak jak była.

Janet była tam źle traktowana, ale chyba nie maltretowana, a przynajmniej nie wynikało to z jej relacji. Ojcu po prostu czasami odwalało gdy się skończył alkohol lub gdy miał kaca, a tak podobno siedział w gabinecie mamy i…

Co robił?

Janet nie miała najmniejszego pojęcia, ponoć się tam zamykał i włączał radio na cały regulator, a często nawet tam spał jednak nie pozwalał jej tam zaglądać.

Ergh… cokolwiek robił nie poprawiało jego stanu.

Dziwiło mnie jednak, że Tom nie sprawdzał co tam się wyprawia i nie próbował interweniować.

Może przed wizytą ojciec doprowadzał się do porządku?

Czy tata mógł być na tyle przebiegły?

Nie wierzyłem w to. Brad nigdy nie pozwoliłby na to aby dyscyplinował go ktokolwiek od niego młodszy.

Miał w nosie nasze zdanie o nim, musieliśmy go szanować i się go słuchać.

Nie znosił sprzeciwu… - pomasowałem odruchowo bliznę na głowie.

No nic, poczekam aż Tom się odezwie i w tedy dopiero ustalimy co dalej, oby tylko szybko oddzwonił ponieważ nie chcę by Janet miała problemy na uczelni.

Postawiłem autko na parkingu i spokojnym, a nawet dziarskim krokiem wkroczyłem do placówki. Trwała przerwa po drugiej lekcji. Zadowolony wspiąłem się do kantorka i przyszykowałem do zajęć.

Kate wypełniała dziennik.
Zostało nam niewiele czasu do egzaminów końcowych – pomyślałem, przebierając się za zasłonką - ciekawe kogo Oliver w tym roku wyznaczy?

Złożyłem dres.

Przy obecnie prześladującej mnie aurze pewnie mnie… - jęknąłem w myślach, idąc na dół po dziennik.

Przejrzałem zastępstwa, miałem sporo roboty przez brak Lis ale to norma w tych okolicznościach.

Irene w rogu piła swój kawopodobny zajzajer, a obok siedział chemik bardzo zajęty czytaniem jakichś papierzysk.

Miał bardzo poważną minę i wyglądał na nieco przytłoczonego ilością zawartego na nich tekstu.

Ciekawe co tam czyta? – pomyślałem, opuszczając pokój.

Na schodach dopadł mnie dzwonek i musiałem zając się dzieciakami.

Wymyśliłem pchniecie kulą i zabrałem je na boisko zmusiłem do rozgrzewki, po czym wyniosłem z zewnętrznego składzika taśmę mierniczą oraz kule i zaprowadziłem towarzystwo do piaskownicy.

Niestety ta była zajęta przez dwie niemożebnie utyte Afroamerykanki oraz ich bąbelki, które w czasie gdy one oglądały jakieś pierdoły na komórkach radośnie wcinały znalezione w piachu rzeczy.

Nie wiem czy one sobie zdają sprawę ale tam się potrafią i koty załatwiać – pomyślałem, widząc jak jedno z dzieci wcina niczym kluskę olbrzymią dżdżownicę – fuj…

 - Przepraszam, ale to szkolna piaskownica i potrzebujemy jej do ćwiczeń.

 - Idźcie poćwiczyć na trawie – burknęła ta z dłuższymi tipsami przypominającymi orle szpony.

 - Nie możemy, bo się odległości nie da zmierzyć.

 - Jak się nie da!? A co kulami rzucacie?

 - No… na tym z grubsza polega pchniecie kulą…

Zapadła chwilowa cisza.

 - To nie możecie turlać tych swoich kulek po trawie? – zdumiała się druga, a mi opadły ręce.

 - Jeśli panie wolą moi uczniowie mogą poćwiczyć pchanie kul w pańskie pociechy ale w tedy nie ręczę za ich celność… lub jej brak…

 - Okropny pan jest! Grozić naszym bąbelkom, zgłosimy sprawę na psy!

 - Tak! – przytaknęła jej koleżanka w pośpiechu pakując dzieciaka do wózka.

Nie ma to jak poranek z ludźmi chcącymi współpracować… - jęknąłem w myślach rozstawiając taśmę wzdłuż piaskownicy.

Instrukcje wydawały mi się jasne - wziąć kulę, stanąć na drewnianej desce, przybrać pozycje, na gwizdek rzucić.

Nic prostszego chciało by się powiedzieć, zapomniałem jedynie sprecyzować by miotali raczej w stronę piaskownicy niż: drzew, przebiegających wiewiórek, siebie na wzajem, moich jąder…

 - Koniec lekcji, spierdalać! – zawyłem nim straciłem z bólu przytomność.

 

***

 

Po odzyskaniu świadomości i uzyskaniu porządnych leków przeciwbólowych od Pointer postanowiłem dowiedzieć się jak ma się sprawa z naszymi testami końcowymi czyli nie mniej nie więcej czy jestem zmuszony wcisnąć się w gajer i pilnować tych małych gnomów.

Przeleciałem listę nazwisk znajdując na niej Niję, Lukasa, Yanga, dyro się jak raz wpisał… czyżbym miał mieć wolne?... Terry…. FUCK też jestem

No nie byłem jakoś wybitnie zadowolony z tego obrotu sprawy ale co było robić. Zapisałem sobie w telefonie przypominajkę i ruszyłem na wymianę dziennika.

Po drodze kupiłem kawę dzięki czemu mój humor chociaż minimalnie się poprawił.

Miałem zajęcia z bezpieczeństwa. Tutaj nie musiałem się bać o atak inny niż zwykłe ataki głupoty ze strony niedojebanej młodzieży, która już odliczała dni do pojawienia się Wychowania Seksualnego.

W ogóle seks - co w nim takiego?

Znaczy nie przeczę, że jest fajny, był bym hipokrytą gdybym zaprzeczył ale nie wiem czy ważniejszy jest sam akt przyjemności czy raczej druga osoba, z którą to robimy.

Wszak o nią też powinniśmy dbać…

Jąknąłem w myślach gdy przed oczy wbiło mi się kilka obrazów z moich zbliżeń.

To nie były miłe zdarzenia, oni się mną masturbowali – poczułem jak zęby mi się zaciskają, a do oczu napływają łzy złości – nikt o mnie nie dbał…

Wziąłem głęboki uspokajający wdech, wspomnienia powoli wróciły tam skąd wypełzły, a mięśnie żuchwy się rozluźniły.

Przetarłem oczy rękawem, sprawdziłem temat w dzienniku i wszedłem do sali równo z dzwonkiem.

 

***

 

W końcu finisz, po zajęciach. Mogę jechać po Janet i do domu na obiad i …

Czekaj, czy to nie dziś miałem się zająć Danielem?

Ergh zmiana planów, przywiozę Janet, coś chapnę po drodze i zajmę się młodym.

Pytanie gdzie ja ich wszystkich pomieszczę jak mam tylko dwa łóżka….

W sumie powonieniem mieć gdzieś zakitraną karimatę, jedną noc dam radę przespać w korytarzu – pomyślałem odpalając opla.

Samochód niechętnie zawarczał, po czym ruszył z miejsca.

Trzeba będzie zajechać po benzynę – jęknąłem w głowie.

Auto minęło wypadek i dopiero tworzący się na rondzie korek.

Kiedy będę jechał po daniela wypadałoby wybrać inną drogę – zaparkowałem przed salonem Cher.

Obie dziewczyny chwilowo piły kawę za ladą wcinając jakieś czekoladowe ciastka.

 - No proszę proszę, co tak późno? – zachichotała Seachough.

 - Cóż lekcje i zajęcia – odparłem z uśmiechem – jak tam mały – pogłaskałem jej brzuszek.

 - Oh zdrów jak ryba, ciągle się wierci i kopie mnie po pęcherzu – poskarżyła się niebiesko włosa.

 - A to urwipołeć, a ty jak się bawiłaś? – spojrzałem na brunetkę.

 - Też nieźle, pacz ile zarobiłam :D – pokazała mi ładny pliczek banknotów – dostałem od jakiegoś gościa premię za uprzejmą rozmowę – pochwaliła się dumna jak stado pawi.

Byłem zadowolony, postanowiłem wziąć ją na lody i już miałem zabrać do auta gdy zerknąwszy na zegarek stwierdziłem, że nie starczy nam na to czasu.

 - Ej, a co z lodami? – zapytała gdy włączyłem silnik.

 - W domu, z kubełka – odparłem, ruszając z piskiem opon.

 - Co? Ale czemu i co tak pędzisz!?

 Ostro skręciłem w uliczkę unikając wpadnięcia w korek.

 - Mam jeszcze jedne zajęcia, wróć do domu zjedz coś i bądź grzeczna – przykazałem, jadąc znacznie powyżej dozwolonej prędkości – a przede wszystkim…

 - Nikomu nie otwieraj -,- przewróciła oczami – nie mam trzech lat.

Gwałtownie zahamowałem, tak że młoda prawie wyleciała przez przednią szybę.

 - No patrz, trzech lat nie masz, a o pasach zapomniałaś – warknąłem, zerkając na nią przez lusterko.

 

***

 

Gdy parkowałem Daniel już czekał na mnie przy wejściu w pobliżu stojącego na portierni ochroniarza.

Obiekt był dobrze zabezpieczony i niedopuszczalnym było aby dzieci przebywały na jego terenie bez opieki kogoś pełnoletniego.

Zabrałem torbę z zapakowanymi na prędce kanapkami dla siebie i nastolatka oraz dwoma butelkami soku pomarańczowego.

Gdyby Janet tyle nie marudziła o szkodliwości plastikowych butelek miałbym tosty, nie tylko zwykłe kanapki – pomyślałem z żalem.

Wylegitymowaliśmy się i weszliśmy do budynku. Daniel od razu poleciał do kolegów z drużyny, a ja znalazłem się w towarzystwie kilkunastu miłych pań grubo po czterdziestce, które to od razu gdy mnie zobaczyły zaczęły plotkować.

Rozejrzałem się po obiekcie, po czym w ślad za kobietami ruszyłem schodami na trybuny. Miałem zamiar zjeść tam kanapki przy oglądaniu rozgrzewki chłopców.

Ciekawe ile płacą za treningi? – przebiegło mi przez myśl – sądząc po gumowej nawierzchni, stanie budynku oraz ochronie i wszechobecnych kamerach na pewno całkiem sporo. Czyżby pan Stern chciał zrobić z syna gwiazdę sportu?

Moje rozważania przerwała ręka na ramieniu oraz przemiły kobiecy głos.

 - Może chciał by pan usiąść koło nas i wspólnie pokibicować?

Spojrzałem nieufnie na stojącą przy mnie panią w malinowej garsonce.

 - Nie chciał bym przeszkadzać… - mruknąłem speszony.

Po za tym wolałem upajać się widokiem mojego crasha, a nie flirtować z jakimiś babami. Nie chciałem jednak robić im przykrości.

 - Ależ to żadne problem zapraszamy – zaszczebiotała radośnie, widząc jak sięgam po torbę.

Przeniosłem się dwa rzędy wyżej i usiadłem pośród nich. Zaraz też wyjąłem kanapki aby przypadkiem z nimi nie musieć gadać.

 - Pan jest bratem Daniela? – zapytała jakaś starsza murzynka w ogromnych białych pinglach.

Pokręciłem przecząco głowa i przełknąłem.

 - Nauczycielem wychowania fizycznego i chwilowo niańką – zaśmiałem się swobodnie.

 - Och to takie smutne, bo wie pan w większości to my jesteśmy mami tych chłopców.

 - Ej ja jestem babcią – zawarczały groźnie jakieś dwie panie po sześćdziesiątce odrywając głowy od drutów.

 - Ta wiem, że nie żyje. Przykra sprawa.

 - Potwornie przykra, wie pan, że w tym wypadku zginęły po za nią jeszcze dwie osoby? Przyjaciel Daniela i jego mama… Straszne, straszne zdarzenie, okropna tragedia… - kontynuowała okularnica.

W istocie paskudna sprawa – pomyślałem – ciekawe ile miał w tedy lat? I jak to przeżył? Kto spowodował wypadek…

 - A pani jest mamą…?

 - Oh Mattew – wskazała na jakiegoś chłopaka z bujną grzywą obecnie stojącego na bramce – jest świetny w łapaniu piłki z reszta zaraz pan zobaczy. Hej synku! -pomachała do niego, na co dzieciak tylko kiwnął głową.

Po chwili ćwiczeń zauważyłem, że każda kobieta co jakiś czas macha do swojego dziecka, postanowiłem więc uczynić to samo. Wyglądało to na pewno koślawo ale wydaje mi się, że wywołało mimo wszystko drobny uśmiech na twarzy Sterna natomiast w śród mamusiek kupę śmiechu.

Nie czułem się wśród nich najlepiej zwłaszcza, że zaraz zaczęły plotkować o tym, że nie mam obrączki, w jakim jestem wieku itp.

Najbardziej się bałem, że w którymś momencie któraś może nawet w żartach i przypadkiem uzna mnie za pedofila.

Chcąc odciągnąć myśli od przykrych rozważań zająłem się dokończeniem jedzenia i podpiciem soku.

Trening trwał z dwie godziny z krótką pięciominutową przerwą na siku i picie.  Żaden z chłopców nie pofatygował się w jej trakcie na trybuny tylko od razu polecieli do szatni z której wrócili tuż przed trenerem.

Ich opiekunem był miły, straszy pan na oko rówieśnik Waltera. Zachowywał się wobec nich jak dziadek ale z widocznym twardym żołnierskim rysem.

Być może był jakimś weteranem albo czymś w tym rodzaju. Cóż może spytam o to Daniela jak będziemy wracać.

Właśnie! Gdzie ja go położę skoro teraz jest u mnie Janet!?

Nie mogę spać z nim bo jeszcze coś sobie młoda niewłaściwego pomyśli, a z kolei ona się tak strasznie wierci w nocy to obudzę się posiniaczony. To może jego położę w swoim łóżku, a ja się kulnę w korytarzu na materacu?

Chyba tak będzie najbezpieczniej – pomyślałem czując coś w rodzaju zawodu.

Wydaje mi się, że podświadomie miałem nadzieję, że dzieciak znów będzie chciał się obok mnie położyć i przytulić.

Głośny dźwięk gwizdka wyrwał mnie z zadumy. Koniec treningu.

Kobiety momentalnie poleciały na dół. Ja posprzątałem okruszki i również ruszyłem na dół.

Stanąłem między nimi czekając na swojego chłopca z niecierpliwością.

Po kolei kobiety zabierały swoje pociechy. A ja zastanawiałem się co by było gdyby ten wypadek nie miał miejsca. Gdyby Daniel miał matkę. Jak by wyglądała, ile by miała lat, jej wygląd, czy też by przychodziła na jego treningi? – i w tedy uderzyła mnie pewna bardzo dziwna rzecz na którą dotąd nie zwróciłem uwagi – byliśmy podobni, oboje za dzieciaka straciliśmy matki…

Minęło jakieś pięć może siedem minut w końcu na korytarzu pojawił się mój szatyn, podbiegł do mnie uśmiechnięty.

 - Co pan myśli? – spytał dopinając torbę.

 - Przy kiwaniu musisz być bardziej ostrożny bo kostki stracisz – stwierdziłem rzeczowo – ale i tak jak na twój wiek świetnie ci idzie.

 - Dziękuję – wyszczerzył zęby.

Zabrałem go do auta i wręczyłem kanapki oraz sok.

Niewiele rozmawialiśmy podczas jazdy gdyż młodemu po jedzeniu się przysnęło gdy ja wpakowałem się w korek.

Po około czterdziestu minutach zajechaliśmy pod dom.

Miałem małe rozterki czy nie skorzystać z okazji i go nie pocałować ale powstrzymałem się bojąc, że się obudzi albo nie daj Boże przyuważy mnie seniorowy monitoring. Obudziłem go wiec delikatnie.

 - O świeci się u pana światło – zauważył gdy wchodziliśmy do klatki.

 - Ta… - westchnąłem.

Penie Janet znów zapomniała zgasić światła w kiblu -,-

Otworyzłem drzwi rzuciłem torbę a do nas wyleciała nieuczesana burza futra.

 - no nareszcie, tak tęskniłam ile można! – zapiszczała brunetka od razu pakując mi się na ręce.

Daniel był mocno zaskoczony.

Chyba się jej nie spodziewał.

 - Janet to Daniel, mój uczeń. Danielu to jest Janet….

 - O jak milutko! – przerwała mi dwudziestolatka – też nocujesz u Pedzia?

Rany boskie czemu musiało jej się przypomnieć akurat teraz moje stare przezwisko, za jakie grzechy!

 - No… - młody widocznie zbaraniał.

W sposób ewidentny nie spodziewał się kogokolwiek więcej w moim mieszkaniu niż Teo.

 - Dobra Daniel pod prysznic, powinieneś się odświeżyć – zasugerowałem odciągając brunetkę do salonu.

Chłopak pokiwał głową, zabrał torbę i zniknął w łazience.

Wydawał się przygaszony, ciekawe czemu? Przecież jeszcze chwile temu po treningu zachowywał się zupełnie inaczej.

 - Wstawiam mleko na kakao! – zawołała z kuchni Janet, która wyślizgnęła mi się z rąk i dobrała do lodówki.

Westchnąłem i dołączyłem do niej, aby dać jeść kotu.

 - Ładny ten twój uczeń, powiedz jesteście parą?– sprzedała mi sójkę w bok.

 - Chciałabyś – zachichotałem nerwowo – ty na razie mi na karku wystarczysz – mruknąłem otwierając puszkę i podając kotu kolację – po za tym jestem pedałem nie pedofilem więc daruj sobie te insyuacje.

 - Się pan poważny zrobił – wydęła wargi jak ryba fugu -  Ja mowie tylko, że on jest strasznie słodki – mruknęła zabierając się za torbę z ciastkami.

Niebawem Daniel wyszedł z łazienki już w piżamie, na którą składały się krótkie, luźne, grantowe spodenki oraz koszulka z Batmanem.

Aż musiałem przygryźć od środka wargę, bo poczułem niezdrową potrzebę oblizania się.

 - Danielu, może chcesz kako? – zaproponowałem, szybko sięgając do szafki po czekoladowy proszek.

 - Było by miło – powiedział, ciut nieśmiało opierając się o blat.

 - Mi daj ze śmietaną! – zawołała radośnie Janet.

 - Dobrze kiciu – przewróciłem oczami.

Zalałem napoje i rozdałem.

Przez chwile było cicho.

 - Mam spać na kanapie czy… - niezręczne milczenie przerwał Stern.

 - Nie no w łóżku. Janet już się zadomowiła na mojej kanapie, a ja się walne w przedpokoju.

 - Jak to? Czemu nie chce pan spać ze swoją dziewczyną?

 - D-dziewczyną? –  prawie się udławiłem.

 - N-no tak. W końcu jesteście razem, prawda?

Janet wybuchła śmiechem niemal rozlewając gorące mleko na jedzącego pod jej nogami kota.

 - Dobry żart, jesteśmy bliżej niż parą.

 - Co? Jak to!?

 - No oczywiście, jeszcze tego nie zauważyłeś – zamachała mu ręką przed twarzą - to mój brat – brunetka objęła mnie ramieniem – a nawet gdybyśmy nie byli spokrewnieni to jest gejem – w tym momencie gorący brązowy płyn idealnie trafił Teo w tyłek, co poskutkowało jego gwałtownym skokiem wprost  na moje krocze, wbiciem pazurów, a następnie moim wywaleniem się na podłogę.

 - No i najwyraźniej kastratem, upsi…

Za Janet zamknęły się drzwi łazienki.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

cz.16

cz.12

Cz. 31