Cz. 35

 


June 8

 

No jak się można było domyślić zamknięto nas ale i zobligowano do prowadzenia zajęć. Bez przeszkolenia, znaczy coś tam Yang obiecał, że dla nas zrobi ale kiedy to cholera wie.

Chemik szybko sobie ogarnął korki na wieczór przez Teamsy aby dorobić, a ja stanąłem przed nielada wyzwaniem.

Jak prowadzić Wychowanie Fizyczne przez Internet?

Tyle dobrego, że miałem Fosera na pokładzie to przynajmniej jedną platformę w miarę umiałem chodź i tak wolałem walczyć ze skype’am.

Zalogowałem się wcześniej dodając uczniów dzięki odpowiednim listom skrzynek meilowych od McMillana. Była godzina za pięć dziesiąta, wpiąłem starą kamerkę i odpaliłem spotkanie.

Trochę musiałem poczekać ale po niedługiej chwili większość dzieciaków się pojawiła w tym Daniel.

Usiadłem wygodnie w dużym pokoju. Miałem zamiar pokazywać im przez kamerkę jakie ćwiczenia i ile je wykonywać. Chciałem móc ich widzieć.

W reszcie wybiła godzina dziesiąta.

 - Witajcie, trochę w niecodziennych warunkach ale chyba nie jest tak źle – zagadnąłem.

Odpowiedziała mi gromka cisza.

- To może zaczniemy od listy? – zaproponowałem na co ponownie nie było odzewu.

Na szczęście przy wyczytywaniu nazwisk dzieciaki się odzywały także nie było tak, że odpaliły kompy i se poszły.

 - Dobrze, parę spraw organizacyjnych. Ponieważ nie mogę zrobić normalnie zaliczeń końcowo rocznych to zrobicie mi na koniec prezentacje o piłce nożnej i najlepszych graczach z różnych krajów. Każdy dostanie swój kraj. Może tak być?

 - Tak – usłyszałem nieco metaliczny ale jakże kochany głos Sterna.

 - No to super – włączyłem kamerkę – to teraz proszę byście mi się pokazali zrobimy gimnastykę.

Odpalił się Daniel, przewodniczący i jeszcze dwie dziewczyny jak na dwudziestoosobową klasę było to wybitnie mało.

 - Ej, włączać kamerki albo powstawiam nieobecności! – zdenerwowałem się.

Dwie osoby ze skruszeniem powiedziały o nieposiadaniu kamery reszta w końcu raczyła się pojawić.

 - Dobrze to teraz skłony tak z dziesięć myślę, że wystarczy – pokazałem jak i usiadłem jak to zawsze na zajęciach.

Łyknąłem sobie kawy. W sumie nie takie najgorsze te zajęcia, przynajmniej nie oberwę piłką – pomyślałem z zadowoleniem.

A potem odpaliłem sobie plan zajęć od dyra. Trzy godziny hurtem potem gadzina wolnego i jeszcze dwie…dobra nie będzie tak źle.

Kątem oka zobaczyłem przyglądającego się mi zza drzwi Terry’ego. Delikatnie się uśmiechnąłem, kazałem robić brzuszki i sam zrobiłem z kilka.

Chemik, pokazał mi kartkę na której pytał o mój plan zajęć.

Kiwnąłem głową i pokazałem dwa palce. Mama nadzieję, że zrozumiał iż chodzi o dwie godziny, a nie minuty.

Cokolwiek zrozumiał zniknął w kuchni, przynajmniej tak sądziłem, a ja skupiłem się na ćwiczącym Danielu.

Kilka kosmatych myśli przeszyło mój umysł z efektem trzepoczących w brzuchu podnieconych motyli.

Ciekawe czy dało by się wyłączyć kamerkę, głos i patrząc na niego nieco się zabawić?... fizycznie pewnie możliwe. Moralnie złe, a jak mnie chemik zobaczy to mogę mieć bardzo ostro przekichane. Nie wiem czy byłby w stanie na mnie donieść wiedząc, że głównie to ja utrzymuję mieszkanie ale nie mniej wolałbym mu nie wręczać takiego oręża.

Westchałem smutno pokazując kolejne ćwiczenie.

Ale mógł bym mu zrobić screena i przerzucić do komórki – na mojej twarzy wykwitł uśmiech.

Tylko jakie ćwiczenie im dać?

Wiem!

 - Dobrze, a teraz dziesięć powtórzeń nożyc – podniecony swoim planem położyłem się na podłodze i wykonałem dwa powtórzenia aby ćwiczenie zostało poprawnie wykonane, po czym poleciałem robić zdjęcia.

 

***

 

Miałem ze dwadzieścia pięknych fotek. Rumieniłem się i przygryzałem wargę na myśl o nich ukrytych w odmętach mojego kompa.

W czasie przerwy wszedłem do kuchni po herbatę. Chemik kończył zajęcia z 6F, obok siebie miał z osiem zapisanych flamastrami kartek z różnymi definicjami i wzorami.

Czarna magia.

Odpaliłem czajnik i siadłem na blacie zupełnie nie zwracając uwagi, że być może widać mnie w kadrze.

Ziewnąłem, a gdy Terry się wyłączył zapytałem go o herbatę.

 - Zieloną – westchnął – chyba jednak wolę naukę w swojej sali. Tam przynajmniej mogę rzucać gąbką gdy gadają.

 - Ja też bym wolał w szkole. Rzucam piłkę, mówię w co grają i zostaje mi tylko liczenie punktów.

 - Leń – blondyn przetarł okulary.

 - Oj tam zaraz leń – przewróciłem oczami, nasypując liści do zaparzaczek – też czasami z nimi gram, albo pokazuję ćwiczenia… - wyjąłem swój zielony kubek z kotem oraz jego z jednorożcem.

 - No właśnie widziałem zwłaszcza te nożyce – zachichotał.

Zrobiło mi się zimno. Czy obserwował co robię na laptopie? Czy on wie?

 - Muszą się ruszać – rzuciłam naturalnie – na tym w końcu polega mój przedmiot.

 - A już myślałem, że się tymi nożycami do mnie wdzięczyłeś – zacmokał smutno.

Parsknąłem śmiechem.

 - To zdecydowanie nie ten poziom relacji – zgasiłem czajnik i zalałem kubki.

 - Jeszcze zobaczymy - mruknął zabierając swój kubek z moich rąk.

Jednorożec przybrał barwy gejowskiej flagi.

 

***

 

Byłem zmęczony po WF’ach, a jeszcze czekała mnie godzina Zajęć Dla Bezpieczeństwa czy jak się ten durny przedmiot nazywał.

Płyty z filmami zostały w szkole więc musiałem wykombinować na szybko jakąś prezentację zgodną ze szkolnym programem.

Temat był nudny jak flaki z olejem i stary jak świat. Przeczytałem wytyczne z kuratorium.

Używki czyli alkohol, papierosy, dopalacze i narkotyki…

Trochę maiłem mało z tym wspólnego. Trawy nie paliłem od rozstania z Sidem, na alkohol musze uważać, bo łatwo mi puszczają hamulce. Właściwie jedyne czego prawie w ogolenie próbowałem to był tytoń. Teraz zdecydowanie bardziej by się przydał temat o zagrożeniach w sieci.

Miałem pól godziny zanim Foster poda obiad. Pół godziny na przygotowanie się na dalsze zajęcia.

Ciocia wikipedia, parę definicji. Wujcio gogle i odpowiednie obrazki. Żeby mi się tak chciało jak mi się nie chce – pomyślałem, przytaczając statystyki.

O rodzinie wolałem za wiele nie wspominać chodź pewnie i tak co nieco mi się uleje. Swoją drogą ciekawe jak tam ma się Janet i jak radzi sobie ojciec w ośrodku.

 - Terry ty coś wiesz o narkotykach!?

 - To nie moje! – usłyszałem z kuchni.

 - Nie o to mi chodziło! – zachichotałem – mam prezentacje o uzależnieniach…

 - Podrzuć coś o konsekwencjach, ośrodkach dla uzależnionych, jak to bardzo wpływa na relacje… nie wiem kombinuj i radze ci się sprężać, bo za kwadrans obiad!

 - Dobrze mamoooooo – zaśmiałem się i faktycznie poszedłem za jego radą.

Wyrobiłem się na styk aby dostać przepyszną duszoną wołowinę w sosie musztardowo miodowym, do tego z ziemniakami i mizerią.

To było obłędne, Terry wyśmienicie gotował. Znakomicie odnajdował się w kuchni, aż żałowałem że pracował w szkole, a nie w jakiejś restauracji, na pewno zarabiałby tam znacznie lepiej.

 - Smakuje ci?

 - Jeft fuper – odpowiedziałem z pełnymi ustami.

 - Uważaj bo się udławisz – zachichotał, wycierając mi sos z brody.

 - Oj tam, oj tam – przewróciłem oczami.

 - Nie mów tak, bo za każdym razem gdy się tak mówi ginie jakiś jednorożec.

 - Co za bzdura – dosoliłem nieco ziemniaki.

 - To takie przysłowie z mojej rodziny… i nie sól aż tyle, bo zejdziesz na nadciśnienie.

 - Weś jestem duży, nie trzeba mnie niańczyć – mruknąłem kończąc swoją porcję.

 - Doprawdy? – zatrzymał się z porcją mięsa w połowie drogi do ust.

 - Tak – wylizałem talerz – Dzięki, było pyszne. I jak coś mogę dziś zmywać.

Blondyn coś mruknął, a ja zabrałem laptopa i wyniosłem się do kuchni aby tam nie przeszkadzając mu przeżyć kolejne dwie godziny.

 

***

 

Był wieczór, gardło mnie odrobine swędziało od tego gadania. Czekałem aż Terry zwolni łazienkę. Siedział tam już dobrą godzinę.

Pewnie nakłada odżywkę albo co podobnego – pomyślałem z irytacją, przebierając nogami.

W końcu jaśnie pan kuchcik wyszedł goły jak święty turecki z ubraniami w dłoni.

Musiałem zasłonić oczy aby nie oślepnąć.

Szybko wszedłem do nagrzanej łazienki. Wysikałem się i zabrałem za rozbieranie aby wziąć gorący prysznic. Gdy już kończyłem do łazienki wlazł Chemik. Nasze oczy się spotkały, momentalnie wskoczyłem za kotarkę.

 - Po coś się wrócił? – tylko nie patrz w dół!

 - Zapomniałem zabrać skarpet – zaczął się krzątać po pomieszczeniu.

 - Nie mogłeś się ubrać i po nie wrócić? – burknąłem z irytacją już zza zasłonki.

 - Nie wpadłem na to…

Jasne, przyznaj się, że jesteś ekshibicjonistą – pomyślałem ze złością.

  - Po za tym obaj jesteśmy facetami nie ma się czego wstydzić – zacmokał.

Przewróciłem oczami i odpaliłem prysznic. Za chwilę trzasnęły drzwi i był spokój.

 - Powiedzmy ze ma więcej zalet niż wad – pomyślałem myjąc włosy i brodę.

Swoją drogą ciekawe czy rozplątuje ten warkoczyk i go myje czy też nie… Może któregoś razu go zapytam. Zirytowanie dość szybko ustąpiło marzeniom o zimnym piwie i jakimś dobrym filmie przygodowym, mógłby być nawet animowany…

Po kąpieli ubrałem się w łazience w piżamę, rzuciłem ciuchy z dnia do pralki i ruszyłem po piwo. Po drodze natknąłem się na arię Teo, któremu dla uciszenia nasypałem karmy.

 - Chcesz coś obejrzeć? – otworzyłem drzwi do naszego pokoju.

 - A leci coś fajnego?

 - Przelece kanały to pewnie się coś znajdzie, a jak nie to jest jeszcze internet.

 - Obejrzał bym siódmego syna.

Zamrugałem z niezrozumieniem.

 - Taki film jest, zaraz znajdę – otworzył laptopa.

Niebawem wylądowaliśmy na kanapie żrąc popcorn z mikrofali i pijąc piwo.

Film był super, niezłe efekty specjalne i te czarownice zamieniające się w różne zwierzęta. Bardzo mi się podobały. Foster co jakiś czas coś mruczał o mitologiach wyjaśniając na jakich wierzeniach opierali się twórcy.

Jeszcze trochę i zacznę się zastanawiać czy on sam nie pochodzi z jakiejś sekty – zachichotałem w myślach.

Pod koniec filmu blondyn oparł mi się o ramię, a w końcu zasnął.

Westchnąłem, zdjąłem mu okulary. Zgasiłem telewizor pilotem, a potem…. No cóż zaniosłem go do łóżka.

 - Dobranoc blond mendo – pogłaskałem go po włosach, przykryłem i zgasiłem lampkę.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

cz.16

cz.12

Cz. 31