cz.8

 


December 25

 

Po nocnych problemach obudziłem się zaskakująco wypoczęty. Wstałem, przeciągnąłem się i natychmiast przypomniała się moja droga rana po jamniku. Westchnąłem, złapałem za laskę i zabrałem się za składanie pościeli. Potem podszedłem do drzwi i złapałem za klamkę. Oczywiście te były zamknięte.

Czegóż ja się spodziewałem – pomyślałem – ale może staruszek już wstał.

Z nadzieją ruszyłem na balkon. Minąłem sypialnię Betty oraz pokój Zucker'ów i zajrzałem do Waltera. Miałem rację, głowa rodu już dawno wstała i właśnie kończyła ścielenie łóżka.

Delikatnie zapukałem w szybę. Siwowłosy poprawił okulary, po czym z chytrym uśmiechem ruszył w moją stronę.

 - Słucham? - spytał, wpuszczając mnie do pokoju.

 - Tak sobie pomyślałem, że chyba wstanę – mruknąłem kulejąc w stronę drzwi – Rozumiem, że mam pozwolenie od jaśniepana na chodzenie po domu?

 - Muszę to przemyśleć – zakpił Hill.

 - To ja idę odnieść pościel, a ty się w tym czasie namyśl.

Mijając wypchanego niedźwiedzia, doszedłem do wniosku, że w sumie to jestem głody i mam ochotę na naleśniki.

Chyba Walter się nie obrazi jeśli uszczuplę nieco jego zapasy i zrobię wszystkim śniadanie – pomyślałem, wrzucając pościel do kosza, przy którym zawisło nowe trofeum Hill'a, a mianowicie wypchany szczur.

 - Staruszek to ma cela – zachichotałem, wkuśtykując do kuchni.

Tam oczywiście przywitały mnie stosy brudnych naczyń oraz zmywarka oznajmiająca głośnym pikaniem zakończenie pracy. Zakasałem rękawy i wziąłem się za robotę.

 

Nie dalej jak pół godzinki później zwabiony zapachem zajrzał do mnie gospodarz.

 - Co tam pichcisz? - spytał, zaglądając mi przez ramię.

 - Coś – odpowiedziałem, odsuwając lekko jego twarz ramieniem.

 - Daj jednego – staruszek aż się oblizał, spostrzegając leżące na osobnym półmisku naleśniki.

 - Jak skończę, spokojnie one ci nie uciekną.

 - To jak już tam stoisz, to wstaw wodę na herbatę.

 - Za tobą stoi pełen dzbanek – rzekłem, nawet się nie odwracając.

 - Pedro, a nie myślałeś by zmienić zawód na gosposię? Wiesz mógłbyś wtedy odbierać płatność w naturze - zarechotał okularnik za co prawie oberwał łyżką - Gosposia ma okres!

 - Gosposia ci zaraz da popalić!

 - Tato, co to za hałasy? - spytała, wchodząca do kuchni Betty.

 - Młoda, ratuj ojca! - Walter skrył się za córką – Gosposia mi się zbuntował!

 

***

 

 - Pyszne – stwierdziła Victoria, wycierając usta serwetką.

 - Tata, podasz mi jeszcze jednego!?

 - Nie krzycz, zaraz to zrobię. Betty tobie też? - spytał Adam, widząc jak brunetka coś zawzięcie pyka w telefonie.

 - Zaraz... - pisnęła, na sekundkę odrywając się od ekranu.

 - Zaraz to będą zimne – warknął Walter – odłóż telefon.

 - Ale tato...

 - W tej chwili, jeśli znów sprawdzasz jakieś psychologiczne testobzdury to...

 - Ha! Ten działa! Wyszło, że jestem introwertyczką i powinnam sobie poszukać ekstrawertyka do pary – zawołała, pokazując staremu ekran – może ty też powinieneś zrobić sobie taki test?

 - Prędzej skoczę z mostu – burknął Hill – a teraz odłóż to badziabajstwo i jedz.

Betty przewróciła oczami ale grzecznie wykonała polecenie. Tymczasem Andy zniknął pod stołem czego chyba żadne z jego rodziców nie zauważyło. Tak czy inaczej chwilę później dostrzegłem jak mała, tłusta łapka sięga po telefon Betty, by za moment zniknąć z nim w podmeblowych czeluściach.

Ciekawe kiedy Betty się skapnie, że jej srajfon gdzieś wsiąkł? - pomyślałem, wcinając czwartego z rzędu naleśnika.

 - Wujek... - młody wyłonił się spod obrusa.

 - Wiesz, że nie wolno kraść?

 - Wiem, ale ona i tak by za moment do niego sięgnęła – wzruszył ramionami szatyn – Zakładamy jej konto na portalu randkowym?

 - Po co?

 - No żeby sobie w końcu kogoś znalazła.

 - Nie sądzę by to był dobry pomysł...

 - Kurde, zablokowała – zmartwił się siedmiolatek – ale możemy sobie zrobić ten jej teścik, masz wujek, sam zobacz – Andy podał mi telefon.

W sumie co mi szkodzi – pomyślałem i zacząłem rozwiązywać.

 - Pedro nałożyć ci jesz... odłóż telefon na miejsce albo zaraz się zdenerwuje – głos Waltera był tylko o pół stopnia cieplejszy od ciekłego azotu.

 - Już – szepnąłem, zaznaczając ostatnią odpowiedź.

W telefonie coś zakwiliło i wyświetliła się informacja.

 - Co tam piszą? - zainteresowała się Betty.

 - Że macie do cholery jeść! - Walter wyrwał mi telefon i wrzucił do dzbanka z herbatą.

 

***

 

Po sprzątnięciu talerzy oraz wstawieniu prania, państwo Zucker zaczęli się powoli zbierać do wyjazdu. Ja zaś ze względy na półsprawną nogę trzymałem się raczej na uboczu i obserwowałem ich wysiłki związane ze skompletowaniem rzeczy, znaczy poroznoszonych przez Andy'ego wszędzie zabawek oraz pojedynczych pierdół typu lokówka.

Nie chcąc przeszkadzać uwaliłem się na kanapie i zacząłem zastanawiać jak wrócę do domu skoro auto zostawiłem gdzieś na pętli. Może taksówką? - zerknąłem do świecącego pustkami portfela – nic z tego, a kartę zostawiłem w innych spodniach.

 - No to jestem w szarej dupie... - sapnąłem zrezygnowany.

 - Gdzie wujek jest?

Jak te dzieci się tak szybko przemieszczają - ja się pytam?

 - Nigdzie, nie mam jak wrócić do domu.

 - A co się stało? - zainteresował się szatyn, wtarabaniając mi się oczywiście na kolana.

 - Opona mi w aucie poszła, musiałem samochód gdzieś zostawić i przyjechałem autobusem. Sęk w tym, że nie mam kasy na powrót...

 - Uuuu mało fajne – chłopak pogłaskał mnie po policzku

Czy to podpada pod prowokację!?

 - Biedny Wujek... - stwierdził Andy.

 - Oj Biedny... - pokiwałem głową, lekko odsuwając twarz.

 - A może tata cię podwiezie?

 - Myślisz?

 - No pewnie! - zawołał zeskakując na dywan - Tyko muszę go zapytać... Tata!

 - Zaraz synek! – burknął Zucker, usiłując dopiąć wściekle różową walizkę żony.

 - Ale to ważne!

 - Co jest ważne?

 - Wujek nie ma jak wrócić, na bilet mu nie starczy. Możemy go podwieźć? Proooooszę!

 - Przyjechałeś autobusem? - Adam spojrzał na mnie zdziwiony.

 - Częściowo, auto mi się po drodze rozkraczyło, znaczy flaka dostałem...

 - A pieniążki w drugich spodniach? - zachichotał brunet, znów sięgając po chusteczki.

 - Nom... poratujesz?

 - Pewnie, ba nawet mogę ci dać namiar na mojego kuzyna.

 - W święta pracuje?

 - Tylko dla was to dni wolne – wzruszył ramionami Zucker – nasze święta są później.

 - Adam!

 - Tak skarbie!? - niziołek poleciał do żony, zapominając o walizce, która jak tylko z niej zszedł momentalnie się otworzyła.

Tymczasem do pokoju weszła Betty. Odłożyła suszarkę do szuflady i podłączyła telefon do ładowania.

 - Działa? - spytałem zaciekawiony, przechylając się w jej stronę.

 - To się okaże... – westchnęła.

 

 - Przepraszam – szepnąłem, niezdarnie robiąc jej miejsce na kanapie.

 - Nie twoja wina, tata od zawsze był bardzo impulsywny...

 - Trudno nie zauważyć – uśmiechnąłem się, przypominając sobie z jaką werwą stary Hill rzucił się do polowania na szczura.

 - A ty?

 - Impulsywny? Czy ja wiem... może czasami kiedy widzę takiego jednego chemika z mojej szkoły ale wystarczy, że nieco poćwiczę i zaraz mi lepiej.

 - Dużo ćwiczysz? - spytała zerkając na moje ramiona.

 - Trochę... znaczy nie, że biegam non stop na siłownię. Po prawdzie niezbyt lubię takie miejsca. Wolę ćwiczenia na świeżym powietrzu albo w domu.

 - A jakie ćwiczenia?

 - No pompki, brzuszki, rozciągania, bieganie... różne. Zależny czy chcę się spocić czy tylko nieco rozruszać mięśnie.

 - A nie brak ci czasami towarzystwa? - spytała, delikatnie się do mnie przysuwając.

 - Nie, raczej nie – stwierdziłem udając, że mam lekki skurcz i jednak muszę się odsunąć, aby rozprostować nogę.

 - Czym się jeszcze zajmujesz? Słyszałam, że uczysz w szkole. Lubisz to?

 - Oczywiście, gdybym tego nie lubił nie był bym w stanie uczyć.

 - Masz tam jakąś koleżankę?

 - Mam nawet parę, ale żadna z nich mi się nie podoba. Znaczy jest Green, taka niska szczupła blondyneczka, weganka, z którą mam wychowawstwo w jednaj z klas. Jest Kate, która non stop usiłuje poderwać wszystko co nosi spodnie no i oczywiście Pointer. Oj, z nią nie można się nudzić.

 - Podoba ci się?

 - Pointer? Cóż średnio, ale nie wiem czy przez wiek czy przez to, że ma tylko jedno oko.

 - Znaczy nie masz nikogo, kto by ci się podobał?

 - Mam ale raczej to nie moja liga.

 - Czemu?

 - Bo nie wiem czy chciałby mieć chłopaka.

 - „Chciałby”? - powtórzyła mocno zdziwiona Betty.

 - Tak, jestem gejem – widziałem jak płomyki zainteresowania znikają z jej oczu.

 - Czemu każdy facet, którego podrywam jest gejem lub ma dziewczynę!? – zakwiliła, załamując ręce i pociągając nosem – Albo jest chory psychicznie, albo ma tiki albo...

 - Może dlatego, że nie są emocjonalnie gotowi na kogoś takiego jak ty? Nie płacz proszę, nie chciałem zrobić ci przykrości... - powiedziałem, szukając w kieszeni chustek – Myślę, że jesteś na prawdę atrakcyjną, młodą kobietą tylko na razie nie dopisało ci szczęście – wtuliła się we mnie i wytarła nos.

 - N-naprawdę tak uważasz? - zaszlochała.

 - Naprawdę. Mogę się założyć, że to tylko kwestia czasu nim znajdziesz sobie wspaniałego chłopaka.

 - D-dzięki Pedro – uściskała mnie z całych sił.

 - O! Kiedy wnuki?

 - Tato! - w stronę Waltera pomknął kapeć.

 

***

 

 - Tata, daleko jeszcze? - od pół godziny staliśmy sobie radośnie w korku i poruszaliśmy się centymetr na minutę.

 - Daleko – warknął zeźlony na remonty drogowe Zucker.

 - A bardzo?

 - Zapytaj Wujka – burknął brunet, kurczowo ściskając kierownicę.

 - Wujek, daleko jeszcze?

 - Do auta nie, do domu no... w tym tempie jeszcze z pół dnia.

 - A na piechotę?

 - Z moją nogą tak ze trzy godziny...

 - Oj... tata, daj swój telefon!

 - Po co? - burknął żyd.

 - Chce wujkowi zdjęcia z wakacji pokazać.

Adam westchnął głęboko ale podał telefon. Myślę, że w tamtej chwili był by w stanie podać nam nawet pieczonego słonia byle młody przestał piszczeć.

 - Pacz wujek, to mama – powiedział mały pokazując mi na ekranie panią Victorię, w wielkim słomianym kapeluszu i jednoczęściowym, czerwonym stroju kąpielowym.

 - Uhum – kiwnąłem głową i poczekałem aż wyświetli się kolejne zdjęcie.

 - A tu jestem ja z tatą – obrazek przedstawiał bladego jak ściana Adama w krótkich, niebieskich  spodenkach oraz Andy'ego w samych kąpielówkach.

 - Aha – szybko przeleciałem palcem po ekranie, by zmienić zdjęcie na coś mniej... podniecającego?

 - A tu ja z papugą...

Nagle autem szarpnęło. Pan Zucker zaklaskał w ręce i już po chwili mknęliśmy boczną uliczką. Jednak radość nie trwała to zbyt długo.

 - Tata, siku!

 

***

 

Po skontaktowaniu się z kuzynem Adama umówiliśmy się na przystanku w pobliżu miejsca gdzie zostawiłem samochód. Jak się potem okazało Gideon – bo tak się facet nazywał – był moim znajomym z kursu masażu, który nie chwaląc się, zdałem z wyróżnieniem.

Przebrałem się w swój normalny ubiór znaczy dresy no i poprosiłem sąsiadkę o pożyczenie laski. Pani Thomson wypytała mnie oczywiście, po co mi to, ale po pokazaniu rany oddała mi ją bez zbędnych pytań.

Nasypałem Teo karmy, sprzątnąłem kuwetę, zapakowałem pieniądze, jakieś narzędzia i pojechałem.

 - Hej, Gid!

 - Pedro! Kopę lat! -zawołał, podbiegając do mnie by się uściskać - Nie wiedziałem, że znasz Adama.

 - Nie znałem, okazało się, że jest mężem córki mojego kolegi – powiedziałem, prowadząc go w stronę auta.

 - Jak tam życie? Udało ci się coś znaleźć po tym jak cię wywalili z Bryzy?

 - Bez problemu aktualnie pracuję w szkole.

 - No, robisz za ochroniarza? Podrywasz WF'istę? - sprzedał mi sójkę w bok.

 - Jestem WF'istą.

 - Bywa... a w ogóle to zbieram ekipę na sylwestra. Piszesz się?

 - Pewno, z wielką chęcią.

 - Super. A co z autem? - wskazał butem na stojący krzywo pojazd.

 - Tylko opona, ale sam tego nie zrobię – wskazałem na nogę.

 - Matko! A co cie ugryzło?

 - Killer, ponad trzydziestokilowy jamnik...

 - Auć – skrzywił się, biorąc się do roboty.

 - Duże auć – westchnąłem, podając mu narzędzia.

Po pół godzinie auto było znów sprawne. Podwiozłem Gid'iego do metra i tam żeśmy się rozstali.

 

***

 

 - Nareszcie w domu – westchnąłem, uwalając się na kanapie i łapiąc za pilota.

Dziś chyba grają „Kevin sam w domu” – pomyślałem przelatując po kanałach.

 - Ha! Trafiłem – powiedziałem zadowolony i sięgnąłem laską po czipsy – kurde teraz rozumiem, czemu House tak lubił ten sprzęt. Jest na prawdę użyteczny – mruknąłem, kładąc Teo bliżej siebie.

Kociak zamruczał i zwinął mi się zadowolony na kolanach. Seans się zaczął, nogę obłożyłem lodem by zmniejszyć opuchliznę i zająłem się oglądaniem.

Lubię komedie, dobrze się je ogląda samemu....

W sumie mógł bym zrobić klasyfikację filmów. Co się powinno oglądać w jakich okolicznościach.

Na przykład moim zdaniem wszystko co ma główny wątek romantyczny powinno być dla kobiet, one lubią gdy się wszytko układa albo dziwnie plącze, a i tak kończy się sceną erotyczną. Nuda.

Co jeszcze jest... A no tak przygotówki i bajki – to dla rodziny. Takie nieco problemów, a potem zwykle happy end.

Dalej... no tak moje ulubione, Horrory i Thrillery – coś dla par, idealne do kina. Obejmowanie się i w ogóle. Kocham takie rzeczy, głównie dlatego, że mnie śmieszą. Smakowa krew i plastikowe flaki. Po prostu cyrk na kółkach.

Cokolwiek się ogląda pierwszy zawsze umiera murzyn albo ciapa, w każdym razie osoba, której praktycznie widz nie zna, bo nie jest za bardzo pokazana. Potem jakiś kretyn osiłek, po czym ginie jakaś cizia, która nie jest najważniejsza dla fabuły ale strasznie krzyczy i jest dużo krwi. Wszystko dzieje się do momentu aż zostanie tylko ta najpiękniejsza z pięknych i jej chłopak, albo przyszły chłopak. To zależy od fabuły... - moje rozważania przerwał bzyk telefonu.

Zerknąłem na wyświetlacz. Janet odpisała na życzenia, miło, że jednak się na to zdobyła.

Może jeszcze do niej napiszę? - zastanowiłem się wracając wzrokiem na ekran, akurat na chwilę gdy Kevin przeglądał się przed lustrem w samym ręczniku. Może trochę za młody i twarz, że strach patrzeć ale ciałko całkiem, całkiem... - oblizałem się lubieżnie.

Chyba nikt się nie obrazi jeśli zapauzuję i się nieco pobawię? Tak dla zdrowia psychicznego oczywiście >:)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

cz.16

cz.12

Cz. 31